<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>KaT Land</title>
	<atom:link href="http://kat.oridea.net/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kat.oridea.net</link>
	<description>W mozaice dnia</description>
	<lastBuildDate>Wed, 04 Aug 2010 13:46:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>ODSZEDŁ</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=53</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=53#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Aug 2010 13:46:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=53</guid>
		<description><![CDATA[Odszedł. A my pytamy dlaczego? Powtarzamy pytania- związane z jego śmiercią -i sami sobie na nie odpowiadamy. Jak mógł? Czy miał prawo nie pomyśleć o dzieciach, żonie, najbliższych i bliskich, a może właśnie pomyślał? Człowiek ma prawo decydować o swoim życiu, czy nie ma prawa decydować o swojej śmierci? A Ci co zostają czy mają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> Odszedł. A my pytamy dlaczego? Powtarzamy pytania- związane z jego śmiercią -i sami sobie na nie odpowiadamy. Jak mógł? Czy miał prawo nie pomyśleć o dzieciach, żonie, najbliższych i bliskich, a może właśnie pomyślał? Człowiek ma prawo decydować o swoim życiu, czy nie ma prawa decydować o swojej śmierci? A Ci co zostają czy mają prawo jego wybór i decyzję oceniać?  Jest taki poziom cierpienia, że otaczający świat przestaje istnieć, albo istnieje w wymiarze rosnącego lęku przed jeszcze większym cierpieniem. Czy cierpienie jest fizyczne, czy psychiczne, każdy z nas ma swoje granice znoszenia go, granice wytrzymałości i nikt nawet najbardziej kochający nie może z cierpiącego na siebie tej granicy wziąć. Może próbować ulżyć w cierpieniu i prawie zawsze bliscy próbują tego jak potrafią i często jeśli się nie udaje mają poczucie winy. Bezsilność wobec cierpienia i śmierci ukochanej osoby wydaje się nie do zniesienia.  Teraz możemy tylko zadawać pytania. Czy zrobił to bo nie chciał być w chorobie ciężarem dla rodziny, czy chciał uwolnić się od cierpienia, nie chciał czekać na to co będzie dalej.<br />
Tylko, że nikt nam na te pytania nie odpowie, a nawet jeśli, to jakie znaczenie mają odpowiedzi, teraz, kiedy już go między nami nie ma. Dajmy mu więc spoczywać w spokoju.  Tęsknię za nim i jest mi ciężko. Potrzebuję samotności, spokoju i ciszy, potrzebuję wspomnień z nim związanych. Nie pomilczymy już razem, nie będę mogła posłuchać tego jego skrupulatnego tłumaczenia, kiedy o coś pytałam, albo jego- „Nie umiem Ci powiedzieć”-, kiedy nie znał odpowiedzi-. Nigdy już nie będę mogłam powiedzieć jak był dla mnie ważny i podziękować za wszystko co zrobił dla mnie i mojego synka kiedy czas był dla mnie trudny.<br />
Znaliśmy się prawie dwadzieścia lat… i tu powinno być dużo, dużo pustego miejsca. Pustego miejsca po nim, którego nikt nie wypełni, nikt go nie zastąpi.<br />
I dobrze. Tak powinno być<br />
KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=53</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ha&#8230;</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=44</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=44#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 19:37:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=44</guid>
		<description><![CDATA[  Mój ukochany powiedział mi, że jestem taka sama, jak jedna wredna baba, którą zna. Już miałam oddać się rozpaczy, kiedy przyszło opamiętanie.  W związku z nim postanowiłam wygospodarować czas do tego, aby się zastanowić czy on na pewno jest taki kochany i czy zasługuje na taką cudną dziewczynę jak ja.  Przy okazji zwracam uwagę, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> </p>
<p>Mój ukochany powiedział mi, że jestem taka sama, jak jedna wredna baba, którą zna. Już miałam oddać się rozpaczy, kiedy przyszło opamiętanie.  W związku z nim postanowiłam wygospodarować czas do tego, aby się zastanowić czy on na pewno jest taki kochany i czy zasługuje na taką cudną dziewczynę jak ja.  Przy okazji zwracam uwagę, jak często się zdarza, że im kobietki starsze tym skłonniej używają w stosunku do siebie i koleżanek określeń: dziewczyny lub dziewczęta. I coraz częściej można spotkać około i ponad pięćdziesięcioletnie laski. No ale jak naokoło chłopczyki lat 50+ to jakoś starać się trzeba dopasować. Kontynuując temat przewodni, zanim poddałam się zastanawianiu udałam się do sklepu i z pieniędzy przeznaczonych na podtrzymanie życia, czyli na jedzenie, kupiłam sobie leginsy rozmiar S, za 12 PLN. Chyba przesadziłam. W drodze do domu zastanawiałam się czy ja ten rozmiar wybrałam, żeby sobie dokopać, a jeśli tak to dlaczego chciałam się ukarać i za co? W ogóle taka Alutka z serialu „Rodzina zastępcza” i jej podobne panie wyśmiały by mnie. Przecież, jak takim paragonem na 12 PLN, za leginsy szasnąć facetowi przed oczami. No ale do niedawna te pieniądze, trzymający się mnie uparcie, obrzydliwy zdrowy rozsądek nakazałby mi przeznaczyć na zakup worka ziemniaków, lub czegoś w podobie. Teraz jednak, chodzę do psychologa to jestem wyżarta. Leginsy rozmiar S okazały się być w sam raz, dzięki czemu ruszył dobry nastrój. Czy ja powinnam przekonywać tego mężczyznę, że nie jestem wredna? Jak jestem, to w lodówce niech zapanuje echo, a pranie czeka na zmiłowanie. I nie żebym czuła dziką satysfakcję, nie, po prostu spokojnie doczytałam dwie napoczęte książki, zrobiłam paznokcie, mam  nową fryzurę, no i piszę ten tekst. A potem udam się na kawę z koleżanką, czym wzmocnię i utrwalę dobre samopoczucie. Czy ja powinnam się przejąć okrutnymi, niesprawiedliwymi słowami mężczyzny, którego kocham ? Czy nie lepiej dla mnie, żebym pomyślała, że jeśli on myśli o mnie coś złego, a ja wiem, że to jest nieprawdziwe to tylko i wyłącznie jego problem. Tylko jeśli nie przejmować się tym co myślą i mówią Ci których kochamy to na czym mają opieraż się relacje między nami?</p>
<p> A miało być tak pięknie, nasze wspólnie życie zapowiadało się na szkołę szczęścia dla innych, jak każdy związek na początku, ha.</p>
<p>Słowa ukochanego człowieka mają moc. Potrafią być jak kamienie i poranić nieodwracalnie, oddalić tak bardzo, że trudna jest do zmniejszenia. A co jeśli nie uda się już nigdy do siebie  na powrót zbliżyć?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=44</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Młodzieżowa wersja starości</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=43</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=43#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Jul 2010 19:33:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=43</guid>
		<description><![CDATA[  Starość jest trudna do zniesienia bez względu na wiek tego kogo się uczepiła. Nie wiem jednak czy nie gorzej jest gdy młodość się czepia i wlecze za ludźmi w wieku podeszłym. Sama podeszłam do wieku podeszłego to wiem. Bo zdarza się, że tzw. młodzi duchem, niemłodzi już ciałem bywają śmieszni, żenujący otoczenia i sami [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> </p>
<p>Starość jest trudna do zniesienia bez względu na wiek tego kogo się uczepiła. Nie wiem jednak czy nie gorzej jest gdy młodość się czepia i wlecze za ludźmi w wieku podeszłym. Sama podeszłam do wieku podeszłego to wiem. Bo zdarza się, że tzw. młodzi duchem, niemłodzi już ciałem bywają śmieszni, żenujący otoczenia i sami narażają się na stres bo tego i owego nie mogą, to i tamto nie wychodzi im jak kiedyś, a mimo  to próbują, z różnym skutkiem. Tymczasem, zalecenia lekarzy zmuszają do coraz bardziej drastycznych ograniczeń. Młodemu duchem, z każdym dniem starszym ciałem niełatwo się pogodzić. Format się nam zmienia i okazuje się, że nic tu nie mamy do powiedzenia. Próbujemy się ratować, biegamy na gimnastykę, basen,  szkolenia, różne warsztaty odmłodzenia, ale niewiele to zmienia i nic nie pomogą okrzyki zdziwienia czy wprowadzanie się w stany do życia zniechęcenia. Dochodzimy nawet do wniosku, że wszelka konserwacja to za każdym razem nieskuteczna akcja. Pochłania masę czasu, w którym można by poczytać, albo na przykład pójść do lasu. Z tym, że czytanie o tym, że starość ma swoje zalety, nie przynosi w tym stanie ulgi niestety, bo coraz więcej miejsc nas boleśnie kręci, a coraz mniej jest tego co nas nęci. Lepsze  jest spacerowanie po lesie, według specjalistów bardzo pomocne w stresie. Próbujemy przywrócić sobie poprzedni format, miotamy się między rozmiarami, chudniemy, tyjemy i… jakoś żyjemy. Mało przyjemności zostało nam w życiu, dlatego jednak większą część czasu spędzamy na tyciu. I jeśli silna wola i argumentacja, nam nie pomogą, całkiem niechcący i niepostrzeżenie możemy oddać się różnym nałogom. Czas leci i w tym czasie Panie zmieniają zdanie. Jakby w zależności od upływającego czasu i rozmiarów siedzenia zmieniał im się, punkt widzenia. Jedne jędzowacieją, drugie łagodnieją i z niewyszukanych aktów adoracji najwyżej się śmieją. Chyba najgorszy skutek upływającego czasu to smutek. Dlatego warto zastanowić się co się da jeszcze zmienić i na samą myśl, choć lekko się zarumienić.</p>
<p>KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=43</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy ja to mam???</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=38</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=38#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Jun 2010 20:33:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=38</guid>
		<description><![CDATA[Mam? Czy nie mam? Jeden artykuł, a ile inspiracji. Ostatnie, grudniowe ZWIERCIADŁO 2009 roku, artykuł„ Powiedz życzenie”, a w nim historie marzeń trzech bohaterów i tych marzeń losy. Szukanie własnej drogi nigdy nie jest błędem. Cel bez głębi to katastrofa.Jak mam dotrzeć do swojej siły i stworzyć swój świat ?Mam pragnienie nie mam planu, mam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mam? Czy nie mam?</p>
<p>Jeden artykuł, a ile inspiracji. Ostatnie, grudniowe ZWIERCIADŁO 2009 roku, artykuł„ Powiedz życzenie”, a w nim historie marzeń trzech bohaterów i tych marzeń losy. Szukanie własnej drogi nigdy nie jest błędem. Cel bez głębi to katastrofa.Jak mam dotrzeć do swojej siły i stworzyć swój świat ?Mam pragnienie nie mam planu, mam potrzebę, nie mam pomysłu jak ją zrealizować. Ma tak wielu z nas.Podobno najważniejsza jest świadomość celu. Czy ja ją mam? Co to w ogóle jest świadomość celu? Czy chodzi o to by wiedzieć jak go osiągnąć, jakie trzeba spełniać warunki, jakie kroki podjąć, do których drzwi pukać. Czy ja to wszystko czy wiem? Na razie same pytania, żadnych odpowiedzi.Trzeba mieć wizję. Wizja to takie marzenie połączone z intuicją, wewnętrzne przekonanie, że w tym momencie życia tego właśnie, a nie czegoś innego pragnę. Od wizji się zaczyna, potem powinny być cele, po nich konkretne działania. Każda dobrze wykorzystana chwila zbliża nas w kierunku celu. Dobrze mieć cel,  bo kiedy go nie mamy wizji może się zdarzyć, że się pogubimy, że pochłonie nas to co się dzieje dookoła i  inni, a nie my zaczną kształtować naszą rzeczywistość. Podobno prawdziwy cel wynika z pragnienia serca. Być może, jestem przekonana, że wynika z głębokiego pragnienia w ogóle, że jest powiązany z cenionymi przez nas wartościami, z poczuciem sensu i wtedy musi się udać. Bo podobno, kiedy czegoś naprawdę pragniesz to przyciągasz, a jeżeli potrafisz dostrzec okazję, równie szybko jak spostrzegasz błędy innych, to masz szansę  odnieść sukces. Precyzja celu kształtuje i rozwija poleganie na sobie, osobistą inicjatywę, entuzjazm, wyobraźnię, ukierunkowany wysiłek i samodyscyplinę  czyli dużo dobrego. Po za tym na swojej drodze pozornie przypadkiem spotykamy ludzi, trafiamy na sytuacje, które nas zbliżają do celu. Podobno jeśli potrafisz dostrzec okazję równie szybko, jak spostrzegasz błędy innych, to masz szansę w krótkim czasie odnieść sukces.  Nasze cele wynikają z tego jak sobie wyobrażamy nasze życie, o czym marzymy. Jeśli mamy głębokie przekonanie swoich pragnień osiągamy sens działań, które do realizacji tych pragnień prowadzą.  Ważne aby podejmować decyzje, robić to szybko i pewnie. Każda decyzja jest lepsza niż żadna, nawet jeśli popełniamy błędy, zbliżmy się do celu. Do podejmowania słusznych decyzji niezbędna wydaje się być pozytywna postawa  naszego umysłu, co ni mniej ni więcej oznacza, że nasze myśli i czyny sprzyjają naszym celom. Pozytywna postawa umysłu jest właściwie jedynym nad czym mamy pełną kontrolę, tylko my naprawdę decydujemy jakie są nasze myśli.Dobrze trzymać się przy tym nadziei, a ona jest w każdym z nas, trzeba o nią tylko dbać, pielęgnować. Przeczytałam gdzieś, że nadzieja to cud: karmi się sama sobą. Masz ją, to czujesz się lepiej. Lepiej się czujesz, więc masz jej więcej czujesz się jeszcze lepiej. Trwać więc przy nadziei bo łagodzi ona rzeczywistość, jeżeli więc w drodze do naszego celu dopadają nas zwątpienie i lęki dobrze jest rozglądać się wokół za przykładami tych, którym się powiodło i żywić przekonanie, że powiedzie się i nam.</p>
<p>KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=38</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Diagnoza- zdrowy rozsądek</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=35</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=35#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 13:11:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=35</guid>
		<description><![CDATA[  - Wczoraj byłam w klubie fitness, na stacjonarnym rowerku spaliłam soczek marchewkowy. Kotleta schabowego z chlebem już nie zdążyłam, bo spieszyłam się do kosmetyczki-powiedziała mi koleżanka. Kiedy idzie wiosna czujemy ją, bo wiosna ma zapach, widać ją w oczach zakochanych par, spacerujących mieszkańców naszego miasta.  Przeglądamy wiosną czasopisma, tam też jest wiosna. Prawie w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><span style="text-decoration: underline;"> </span></strong></p>
<p>- Wczoraj byłam w klubie fitness, na stacjonarnym rowerku spaliłam soczek marchewkowy. Kotleta schabowego z chlebem już nie zdążyłam, bo spieszyłam się do kosmetyczki-powiedziała mi koleżanka.</p>
<p>Kiedy idzie wiosna czujemy ją, bo wiosna ma zapach, widać ją w oczach zakochanych par, spacerujących mieszkańców naszego miasta.  Przeglądamy wiosną czasopisma, tam też jest wiosna. Prawie w każdym miesięczniku dla kobiet, diety. Niby nowe, rewelacyjne, a tak naprawdę każdego roku takie same rady- 2, 3 szklanki wody przed każdym posiłkiem, około 3, a najlepiej ponad 3 litry wody dziennie, do tego herbatki hamujące łaknienie. Tego nie jedz, to jedz, ale lepiej tego też nie jedz. Najlepiej nie jedz nic, oczyść się głodówką. Wszędzie rady i przepisy jak dla masochistek. Jeśli prawdą jest, że ogół wyznacza normę i ogół to czyta i stosuje, to ja nie jestem w normie.</p>
<p>Uwaga na nową zmarszczkę, na fałdkę tłuszczu, bo fałdki i zmarszczki nawet najmniejsze nie są w modzie. Dochodzi do tego, że po zjedzeniu najmniejszego kawałka ciasta wpadamy w poczucie winy, a co będzie podczas Świąt.</p>
<p>Majonezik szkodzi, mięso jest nie zdrowe, masło szkodzi margaryna też, nawet szpinak podobno może zdrowiu zaszkodzić. Od samych informacji można poczuć się źle. Ludzie, jak to wytrzymać i z kilogramami wagi ciała, nie stracić rozumu. No i niektórzy tracą. Naokoło coraz więcej otyłych i wychudzonych, ludzie zapadają na anoreksję i bulimię, niebezpiecznie uzależniają się od jedzenia, od nie jedzenia i ciągle słychać o jakichś nowościach. Podobno można uzależnić się nawet od&#8230; przyjemności(ciekawe jak to się leczy). Niemożliwe, żeby to było niebezpieczne? Okazuje się, że jest i dotyczy coraz większej liczby ludzi. Dla wielu kobiet na przykład robienie zakupów jest sposobem wynagradzania sobie stresów i nawet drobnych porażek do tego stopnia, że nawet nie wiedzą kiedy wpadają w nałóg. I choć nie brzmi to groźnie, podobno tak jak alkoholizm czy nikotynizm pokonać ten nałóg jest bardzo ciężko. Przed nami Święta, rozsądni radzą, żeby kierować się zdrowym rozsądkiem podczas świątecznych zakupów i przy stole podczas Świąt. Rozsądek, mocne postanowienia, że nie kupimy za dużo, że nie będziemy się objadać i co? Zobaczymy te pyszności, poczujemy ich zapach i nasza silna wola może się okazać za słaba w tej nierównej walce. Czy zapadanie na zdrowy rozsądek podczas Świąt wyjdzie nam na zdrowie? Może jednak w szaleństwie jest metoda? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Swoją drogą czy nie można by uzależnić się od czegoś co wyszłoby nam jednak na zdrowie?</p>
<p>Pozdrawiam Katarzyna Tokarczyk</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=35</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O wyższości sądeckich obwarzanków nad krakowskimi</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=32</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=32#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Feb 2010 20:49:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=32</guid>
		<description><![CDATA[      Sądeckie obwarzanki są lepsze od krakowskich po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że są sądeckie.      „Dziś nie zjem, nie kupię i nie zjem, nie!!! Jak sobie postanowiłam tak zrobię, nie kupię i nie będę dziś jadła obwarzanka”. - Poproszę jednego z solą- I tak się kończy każdego dnia, oprócz sobót i niedziel. Nie żeby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>    <strong>  Sądeckie obwarzanki są lepsze od krakowskich po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że są sądeckie.</strong></p>
<p>     „Dziś nie zjem, nie kupię i nie zjem, nie!!! Jak sobie postanowiłam tak zrobię, nie kupię i nie będę dziś jadła obwarzanka”.<br />
- Poproszę jednego z solą- I tak się kończy każdego dnia, oprócz sobót i niedziel. Nie żeby mi się śniły po nocach, ale jak już jestem blisko rynku, deptaku albo na Alejach to okazuje się, że mam słabą- silną wolę.<br />
Circinellos- jego nazwa łacińska mówi o krągłości kształtów, polska-obwarzanek już dokładnie dotyczy warzenia, czyli gotowania, obwarzania w tym przypadku ciasta.<br />
Ważny ten obwarzanek jest chyba bardzo, skoro znajduje się w herbie cechu piekarzy, a ten powstał na przełomie XIII i XIV wieku i obwarzanek jest w nim od początku.<br />
W XIII wieku wyrobem obwarzanków w Krakowie zajmował się nie byle kto i wiodło mu się bardzo dobrze. Ma obwarzanek swoją historię.<br />
W roku 1409 król Władysława Jagiełło zamówił dla swoich żołnierzy, którzy mieli zmierzyć się z Zakonem Krzyżackim 16 wozów precelków krakowskich jako suchy prowiant. A precelki to nic innego jak ususzone obwarzanki. W 1496 roku Jan Olbracht wydał piekarzom krakowskim przywilej na którego mocy pieczywo białe, w tym także obwarzanki mogli piec i sprzedawać tylko oni. Kraków był wtedy jedynym miastem gdzie można było kupić obwarzanki. Łaskawy okazał się dopiero Jan III Sobieski, bo zezwolił na pieczenie ich piekarzom spoza krakowskich murów. To jeszcze jeden dowód na to, że był władcą wyjątkowym.<br />
Z historycznych zapisów wynika, że pierwsze kramy do sprzedaży pieczywa stanęły na krakowskim Rynku ponad 750 lat temu na mocy aktu lokacyjnego Krakowa wydanego przez księcia Bolesława Wstydliwego.<br />
A w Nowym Sączu?<br />
W Nowym Sączu kramy z obwarzankami stoją od 16 lat, można powiedzieć, że dopiero wtedy sądecczanin, pan Andrzej Mordarski skorzystał z przywileju nadanego przez Jana Sobieskiego. Trochę to trwało, ale jak mówią lepiej późno niż wcale.<br />
Naliczyłam ich w Nowym Sączu 13, stoją w różnych miejscach, na rynku, deptaku, w alejach, przy dworcu- niewielkie, zgrabne kramiki z parasolkami.<br />
Pani Sabina stoi przy tym na rogu deptaku i ulicy Kościuszki, obwarzanki sprzedaje od siedmiu lat, z tego trzy lata sprzedawała je przy Centrum Handlowym.<br />
- Jadła pani kiedyś Krakowskie obwarzanki ?- pytam Panią Sabinę<br />
- Jadłam, do Centrum Handlowego przywozili krakowskie obwarzanki, ludzie kupowali je, próbowali, a potem przychodzili do mnie i pytali czy ja sprzedaję te same. Musiałam spróbować, inne były niż nasze, sądeckie, takie waciane w środku, jak te dzisiejsze bułeczki. Klienci mówili, że nie są takie sycące i lekkostrawne jak nasze.<br />
Sądeckie obwarzanki są lepsze od krakowskich po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że są sądeckie. W składzie receptury krakowskich jest część mąki żytniej, sądeckie pieczone są tylko z mąki pszennej, dlatego są lekkie i mają delikatesowy smak.<br />
Moc obwarzanka tkwi w wielowiekowej tradycji i specyficznej, tajemniczej recepturze.<br />
Pan Andrzej Mordarski za żadne skarby przepisu nam nie poda, nie znają jej także ci, którzy je sprzedają.<br />
-Pszenna mąka, drożdże, sól, woda i…różne dodatki- Nie ma co liczyć na więcej informacji, nie wyciągnie się ich z pana Andrzeja żadną, znaną mi siłą. Maszyna robi z ciasta długi rulon, plecione są już ręcznie, każdy osobno. Posypane makiem, solą, kminkiem lub sezamem ostatnio także żółtym serem, trafiają do pieca specjalnie dla nich skonstruowanego przez Andrzeja Mordarskiego. Wychodzą z pieca, jedna blade, inne lekko, mocniej lub całkiem mocno przyrumienione. –Klienci nauczyli nas, że mają prawo wyboru-mówi pan Andrzej-to robimy tak, aby ten wybór mieli.<br />
-Ludzie w Krakowie kupują bo naszych nie próbowali i nie wiedzą co dobre- żartuje pani Sabina- po za tym do naszych mają daleko.<br />
Sprzedawcami obwarzanków są ludzie starsi. Czy można się dorobić na sprzedawaniu obwarzanków w Sączu?<br />
Pani Sabina dorabia w ten sposób do emerytury, stoi przy „swoich” obwarzankach osiem godzin dziennie, bez względu na pogodę. Każdego dnia zaczyna o ósmej.<br />
- Byłam kierownikiem na budowie to zimno i niepogoda mi nie przeszkadzają. Dzieci chciałam wykształcić, więc wzięłam się do roboty- tłumaczy nam pani Sabina- po za tym lubię tu pracować, lubię sprzedawać obwarzanki, ale majątku na tym nie zrobię.<br />
Z klientami mało rozmawia, podchodzą wybierają, płacą i odchodzą.<br />
- Wszyscy się spieszą, pędzą gdzieś- mówi Pani Sabina- ale zdanie, dwa zamieni się zawsze przy okazji, no i uprzejmości się wymienia, bo o klienta trzeba dbać, słowem zachęcić, to wróci. Są i stali klienci na przykład z Dziennika Polskiego-dodaje z uśmiechem.<br />
O tym, że o klienta trzeba dbać wie dobrze Andrzej Mordarski. Na to, że dziś dziennie obwarzanków „schodzi” w Sączu od 1500 do 3000 tysięcy on i jego pracownicy pracowali szesnaście lat. Takie obwarzanki chociaż są pieczywem, to jak mówią -„chleb nie lekki”.<br />
Jak jest bardzo zimno, albo latem wyjątkowy upał sprzedaje się ich mniej. Obwarzanki żeby się dobrze sprzedawały muszą być świeże i chrupiące, nie da się ich napiec na przykład w nocy na cały dzień. Trzeba je piec na bieżąco i jak najszybciej dostarczyć sprzedawcom. Przy produkcji zatrudnione są cztery osoby.<br />
Jakiś czas temu strach był, że obwarzanki znikną z Sącza. Władzom nie podobały się podobno kramiki, mówili, że są obskurne i szpecą ulice miasta. Miały się komponować z architekturą Nowego Sącza, pan Andrzej przedstawił więc w magistracie kilka projektów, wybrano ten, który jemu samemu najmniej się podobał, ten według jego opinii najlepszy, kompetentni i decyzyjni odrzucili i tak zostało.<br />
Producent obwarzanków i jednocześnie właściciel sieci ich sprzedaży część kramików wymienił już na nowe do końca roku wymieni wszystkie. Mieszkańcy Sącza i goście, którzy tu przyjeżdżają dalej będą mogli cieszyć się wyjątkowym smakiem sądeckich obwarzanków.<br />
No i sądecki obwarzanek ma już swoją historię.<br />
KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=32</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wcale nie na końcu świata</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=31</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=31#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Feb 2010 20:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=31</guid>
		<description><![CDATA[Dom Małgosi w Sopatowcu nie jest na końcu świata, a na internetowej stronie znaleźć można dokładną informację jak tam trafić. Za Starym Sączem trzeba się kierować na skrzyżowanie w Gołkowicach, tam skręcić w lewo i znów w lewo na Prehybę. Jadę zgodnie z instrukcją, jestem coraz wyżej, a widoki na pokonuję ponad 90 stopniowy zakręt, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[
<p>   Dom Małgosi w Sopatowcu  nie jest na końcu świata, a na internetowej stronie znaleźć można dokładną informację jak tam trafić. Za Starym Sączem trzeba się kierować na skrzyżowanie w  Gołkowicach, tam skręcić w lewo i znów w lewo na Prehybę. Jadę zgodnie z instrukcją, jestem coraz wyżej, a widoki na pokonuję ponad 90 stopniowy zakręt, droga jest coraz trudniejsza, samochód coraz słabiej sobie radzi, muszę zwolnić. W końcu zostawiam samochód w lesie i wydeptaną ścieżką idę dalej. Dotrzeć nie jest łatwo, ale jak się okazuje, warto.<br />
Nie jestem pierwsza, od dziesięciu lat przyjeżdżają tu ludzie z różnych miejsc w Polsce i nie tylko.  Przyjeżdżają w trudnych momentach życia, przed lub po podjęciu ważnych decyzji, albo po prostu, żeby odpocząć w innej niż ich codzienna rzeczywistości. Tu można sobie przypomnieć, że od zawsze związani jesteśmy z naturą, nie kosi się tu trawy, nie ma przyciętych iglaków, równiutkiego trawniczka. Las stoi obok, natura ma tu swobodę, swobodę mają i ludzie. Goście Małgosi uczestniczą w organizowanych w jej domu spotkaniach z jogą, tańcami flamenco, pracy z ciałem metodą Feldenkraisa, pracy z głosem, czy nauki gotowania. Dobrze jest wypić herbatę, pobyć z innymi, pogadać. Jest tyle miejsca i przestrzeni, że kto chce może pobyć sam, sięgnąć po którąś z książek z ogromnego księgozbioru, zanurzyć się w fotelu. Pewnie dlatego wracają, na kolejne zajęcia. Kiedyś chłopska zagroda jakich w okolicy wiele, dziś czeka na gości.  Na zajęcia i ćwiczenia przeznaczona jest przystosowana do tego celu stodoła. Ostatnio zespół projektu Karpaty Magiczne w stodole w Sopatowcu nagrał muzykę do płyty, 48 godzin grania i efekt, który przerósł oczekiwania muzyków. Sopatowiec, okazał się najlepszym miejscem do realizacji tego zamierzenia. W najbliższy weekend odbędzie się druga edycja kameralnego festiwalu filmowego.<br />
Małgosia Kacner nie uważa się za specjalistkę od uzdrawiania, po prostu jest w jej domu atmosfera szczególna, w której odczuwa się  równowagę i harmonię, o której coraz trudniej w dzisiejszych czasach. W takim miejscu, odciętym jakby od świata można poukładać się ze sobą i z codzienną miejską rzeczywistością.<br />
  Drobniutka gospodyni urodziła się i wychowała w drugim końcu Polski, w Stargardzie  blisko Szczecina, w Krakowie studiowała filozofię. Chciała sprzedawać gorącą wodę na ulicy w Pekinie, prowadziła restaurację i marzyła o życiu w domu na odludziu. Dziesięć lat temu udało się. Kiedy zamieszkała w Sopatowcu jej szesnastoletni dziś syn Mikołaj, szedł do zerówki, dziś są z nią jeszcze ośmioletnia Nineczka i pięcioletni Ignacy.Mówi, że od zawsze jadała w dużym towarzystwie, dziś oprócz najbliższej rodziny przy stole na werandzie zasiada często nawet ponad trzydzieści osób.<br />
Małgosia gotuje swoim gościom, robi to zgodnie z  chińską zasadą Pięciu Przemian: drzewa, ognia, ziemi, metalu i wody. Poszczególne składniki wrzuca do garnka ściśle według ustalonej kolejności, bo kolejność łączenia jest tu bardzo ważna. Gotuje tak od lat swoim bliskim, bo jej zdaniem to mądry sposób codziennego regulowania i harmonizowania połączonych ze sobą nierozerwalnie, psychiki ze zdrowiem fizycznym, zapobiega chorobom, wzmacnia poszczególne narządy, zwiększa odporność organizmu, kiedy trzeba pomaga w leczeniu. Drobniutka, ale daje radę nagotować, nakarmić każdego dnia nawet ponad 50 osób. Zawsze ktoś z uczestników pomoże obrać warzywa, pozmywa, pozamiata, robi się wtedy jeszcze bardziej rodzinnie. Zimą czasem trzeba trochę odkopać drogę, odśnieżyć stary drewniany dom. Nie zniechęca to chyba jednak bo są chętni na spędzenie czasu w Sopatowcu najbliższego Sylwestra, a szykują się na tą okazję między innymi etno-botaniczne opowieści, zajęcia twórcze i sylwestrowe wejście na Prehybę.<br />
Marzenie  Małgosi o życiu na odludziu nie spełniło się jakby, bo do Sopatowca spragnionych spokoju przyjeżdża coraz więcej.<br />
KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=31</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Obycie, które utrudnia innym życie</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=28</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=28#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 10 Feb 2010 19:26:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=28</guid>
		<description><![CDATA[       Internet to narzędzie komunikacji, stwarza nam niesamowite możliwości nawiązywania kontaktów, jest ogromnym źródłem informacji o ludziach, przedmiotach i zjawiskach. Dalej jednak narzędziem do komunikacji miedzy ludźmi jest kultura, lub niestety jej brak, a internet to nie jest narzędzie, które dzięki temu, że daje nam wgląd w życiorysy i dorobek innych ludzi służy skracaniu dystansu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>       Internet to narzędzie komunikacji, stwarza nam niesamowite możliwości nawiązywania kontaktów, jest ogromnym źródłem informacji o ludziach, przedmiotach i zjawiskach. Dalej jednak narzędziem do komunikacji miedzy ludźmi jest kultura, lub niestety jej brak, a internet to nie jest narzędzie, które dzięki temu, że daje nam wgląd w życiorysy i dorobek innych ludzi służy skracaniu dystansu między nami, a nimi. Nadal obowiązuje, jeśli chcemy się do kogoś zwrócić bezpośrednio, osobiste przedstawienie się, jeśli oczywiście ktoś wcześniej nas tej osobie nie przedstawił. Tak jest nie wiadomo dokładnie od kiedy. Nie wiem nawet kto te zasady wymyślił, kto wprowadził. Tak zresztą jak nie wiem kto wymyślił używane głównie w Poznańskiem powiedzonko- Na Ty tramwaj staje, a na dzyń, dzyń dzwoni-. Wydawać by się może mogło, że zasada przedstawiania się jest znana wszystkim i ogólnie stosowana i, że żadne narzędzie jej nie zastąpi. Są oczywiście grupy i sytuacje, które im się nie poddają, i chyba nikomu nie zdarzyło się słyszeć- Dzień dobry, przepraszam. Nie miałem okazji do tej pory osobiście się przedstawić, ale wiele o panu czytałem, pozwoli pan, że się przedstawię. Jestem Bronek Kwiatkowski i chciałbym panu dać w mordę-.<br />
No to się może zdarzyć na marginesie, ale w nauczycielskim gronie? I żeby pani magister polonistyki uważała, że w dobie internetu to ona może sobie pozwolić na poufałe zwracanie się do kogoś, bo coś o nim przeczytała w internecie. -A fe, pani magister, uczymy się porozumiewać po francusku, a po polsku jeszcze nie umiemy. Ile byśmy nie wiedzieli o danej osobie z internetu czy skądkolwiek należy się przedstawić.<br />
Bo dajmy na to czego bym z internetu nie wiedziała o moim ulubionym Stanisławie Mrożku nie mogę się na załóżmy jego wieczorze literackim zwrócić- Panie Stanisławie… , po prostu dlatego, że on nie wiedziałby, a powinien wiedzieć, kto się do niego zwraca. Dlatego należy się najpierw przedstawić i to bez względu na to czy zwracamy do mniej czy bardziej znanej osoby. Dajemy tym wyraz szacunku nie tylko osobie do której się zwracamy, ale i samym sobie. Wyrażamy tym, że nie jesteśmy osobami z nikąd, nic nie znaczącymi. Czy dotrze to jednak np. do nauczycielki jednej ze średnich szkół w Nowym Sączu? Podobno na naukę nigdy nie jest za późno. A co z młodzieżą, e, nasi młodzi ludzie są bystrzy, o nich jestem spokojna choć budzi mój sprzeciw, że osoba, której brak ogłady ma z nimi kontakt. Mam nadzieję, że oni mimo to korzystać będą z zasady zgodnie, z którą obycie ułatwia, a nie utrudnia życie. Świat idzie do przodu czy jak z powątpiewaniem pisał Ludwik Jerzy Kern –Świat idzie ku lepszemu-, ale wszystko co nowe ułatwia nam życie. Może w niektórych przypadkach dobrze trzymać się starych zasad. Tymczasem brak ogłady, nie wybiera grup społecznych i zawodowych, dotknąć może każdego. Nie liczy się z wiekiem i posiadanym majątkiem bez względu na to czy jest on odziedziczony, zdobyty własną pracą, czy kradziony. Nie łączy się niestety tak jak kiedyś z wykształceniem. Kiedyś, ale to było bardzo dawno niestety, do wykształcenia dostęp mieli nieliczni. I tu, jak prawie we wszystkim ilość powojennie wykształconych niekorzystnie kształtuje jego jakość. Wykształcenie, a właściwie zdobyty papier okoliczność zdobytego wykształcenia zaświadczający, daje natomiast często, też niestety, pewność siebie i to jest dla mnie jeden z ziemskich kosmosów i zagrożenie m.in. dla ogłady. Taki papier daje nieprzewidywalny w skutkach dostęp do wykonywania zawodów i zajmowania stanowisk wszelkich. Nikt przy przyjmowaniu na studia kandydatów na nauczycieli np nie sprawdza jaki mają oni poziom intelektu, kultury, znajomości dobrych obyczajów, ogłady i manier. No ale kto ma to niby sprawdzać? A przecież, chcemy tego czy nie, nauczyciele mają na nasze dzieci wpływ ogromny. A jest jakby coraz gorzej i coraz trudniej wymagać od młodych ludzi okazywania nauczycielom szacunku, a na to aby szacunek odczuwali nie ma już chyba co liczyć. I nie da się wszystkiego zwalić na komunę. Można, a nawet trzeba, jeśli się tylko da robić tak jak uczył Jan Kobuszewski-majster hydraulik, Wiesława Gołasa- swojego ucznia w skeczu kabaretu DUDEK- „ Chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać”-<br />
Ciekawe czy ta nauczycielka skecz zna? Nie dlatego, że za młoda tylko, że to jednak był kabaret dla ludzi o przynajmniej jako takim poziomie kultury, a kultura wymaga wyczucia.<br />
No i trudno zachować kulturę jak się ma przed sobą taaką sztukę, czego ofiarą padłam i bardzo mi wstyd.<br />
KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=28</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Buffo nada</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=25</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=25#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Feb 2010 22:10:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kat</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=25</guid>
		<description><![CDATA[Bufffo  nada Komu się nada ta bufonada,  na którą naraziłam się korzystając z zaproszenia przyjaciela do teatru Studio Buffo na spektakl METRO? Przyjęłam zaproszenie, więc sama jestem sobie winna. Z szacunku do musicalu o tej samej nazwie, oglądanego przeze mnie 18 lat temu nazwę piszę z dużej litery. Tytuł identyczny, ale czy mnie zmieniło się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="text-decoration: underline;">Bufffo  nada</span></p>
<p>Komu się nada ta bufonada,  na którą naraziłam się korzystając z zaproszenia przyjaciela do teatru Studio Buffo na spektakl METRO? Przyjęłam zaproszenie, więc sama jestem sobie winna. Z szacunku do musicalu o tej samej nazwie, oglądanego przeze mnie 18 lat temu nazwę piszę z dużej litery. Tytuł identyczny, ale czy mnie zmieniło się spojrzenie na sztukę, czy wymagania moje wzrosły, nie wiem. W każdym razie to nie to samo i daleko temu do tego co zobaczyłam i w czym miałam jedyną i niepowtarzalną okazję uczestniczyć wtedy, tak że utkwiło mi w pamięci do dziś. Na stronie internetowej Studio Buffo jest napisane- ”Najlepszy teatr muzyczny stolicy”, jeśli to co obejrzałam w minioną sobotę jest najwyższego poziomu, to boję się pomyśleć jak wygląda poziom najgorszy. Dalej na stronie www przeczytać można, że świat się zmienia, padają mury i granice i, że teatr też się zmienia. Każdy niby może to sobie sam przeczytać, ja jednak przytaczam to tu, bo nie mogę oprzeć się potrzebie i nie zadać pytania, czemu ten konkretny przypadek jest wg mnie dowodem na to, że teatr zmienia się na gorsze. Dobrze, że kilka tygodni temu obejrzałam spektakl w teatrze SABAT Małgorzaty Potockiej, pozwala to mieć nadzieję, że nie jest tak całkiem źle na tym polu. Nie chcę nikogo zniechęcać, uważam jednak, że wymagania odbiorców mają prawo i powinny rosnąć, szczególnie jeśli dotyczą spektaklu tej miary jakiej było METRO, którego premiera odbyła się na Brodwayu, a polska prapremiera w Teatrze Dramatycznym dokładnie w styczniu 1991 roku odniosła ogromny sukces. Miałam niecałe 20 lat w na deskach szczecińskigo Amfiteatru przez dwie godziny królował taniec i śpiew, jakiego rzeczywiście nie widział dotąd polski teatr. Pisano- „Kultowe wydarzenie teatralne”, &#8211; „ Wielkie osiągnięcie polskiej kultury”, i tak mogło by być do dziś, ale okazuje się, że udało się to schrzanić.</p>
<p>Dziś  jak dawniej, na scenie, króluje młodość, pasja i entuzjazm. Piękni, młodzi i niewątpliwie uzdolnieni ludzie z nieodłącznymi młodości marzeniami o powodzeniu, sukcesie i scenicznej karierze tańczą i śpiewają, bardzo się starają. Tylko, że wrażenie odniosłam takie jakby ktoś te ich marzenia i zapał z nich wynikający wykorzystywał, nie dając w zamian tego co im się przed wejściem na profesjonalną scenę należy. Jakby zabrakło mistrza, który powinien poświęcić  czas i uwagę na należytą ilość prób i szlifowania każdego, ważnego bo składającego się na całość szczegółu. Młodzi nie muszą robić wrażenia debiutanów, w tym przypadku nie powinni, a ja odniosłam wrażenie jakby ktoś im powiedział- Macie okazję wystąpić w METRZE, w tym METRZE cieszcie się, doceńcie i… radźcie sobie sami. I radzili sobie, jak mogli  Za to w przerwie można było usłyszeć zaproszenie samego mistrza… do bufetu i teatralnego sklepiku. Dla takich jak ja, przybyłych z Nowego Sącza(miasto na południu Polski, ale nie w górach, nie mylić z Podhalem) emigrantów ze Szczecina, albo rodowitych małomieszczuchów, niebywałą atrakcją może być szmaciany ekran na prawej ścianie widowni, na którym wyświetlany jest w trakcie spektaklu obraz pędzącego metra. Tak się domyślam, że metra, bo pociągi w Polsce przemieszczają się z prędkością średnio o 55/h na godzinę, a ten mknie jak oszalały, aż świszcze. Tak, że  jak dla widza na scenie nie dzieje się coś godnego jego uwagi, może sobie, w cenie biletu na kawałek  świata w postaci pędzącego pociągu popatrzeć.</p>
<p> Czy na mój odbiór METRA wpływ miała droga do Warszawy, nie sądzę, chociaż ona też łączyła się ze wspomnieniami z dawnych lat. Z Nowego Sącza do Krakowa dojechaliśmy samochodem, gdzie na życzenie przyjaciela, który nie korzystał z polskich kolei przez prawie piętnaście ostatnich lat, przesiedliśmy się na pociąg. Za ok. 150pln w tą i nazad przejechaliśmy się expresem relacji Przemyśl- Gdynia. Opóźniony 30 minut z nie całkiem sprawną lokomotywą, nie domykającymi się oknami, grubą warstwą zapieczonego brudu na podłogach korytarzy i przedziałów, moczem po kostki w toalecie sprawił ogromną radość mojemu przyjacielowi. Mnie zaś prawie zapomnianą, dawną ulgę, że w ogóle się toczy połączoną z nadzieją, że w końcu dojedziemy do celu. Ale cel nie okazał się tego wart. I tak jak w pociągu lubię posiedzieć, tak METRO na które się wybrałam wolałabym oklaskiwać na stojąco.</p>
<p>Naliczyłam na scenie 25 młodych pięknych występujących postaci. Jeśli na jeden ze spektakli bilety wykupi cała ich „klasa”+ rodzina, przyjaciele rodziny i znajomi to…, a potem można którąś z nich wymienić na młodszy model, nawet trzeba bo przecież bohaterowie METRA to ludzie młodzi i… naiwni .</p>
<p>Ile można zarobić na przepięknym, robiącym wrażenie entuzjazmie młodych, zdolnych ludzi ???</p>
<p>Strzykam jadem ? Może troszkę.</p>
<p>KaT</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=25</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>DZIAŁ KOBIETY</title>
		<link>http://kat.oridea.net/?p=18</link>
		<comments>http://kat.oridea.net/?p=18#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Nov 2009 18:50:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Kris</dc:creator>
				<category><![CDATA[KaT Zone]]></category>
		<category><![CDATA[kobiety]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kat.oridea.net/?p=18</guid>
		<description><![CDATA[Kolega z Artelisu zaproponował mi- &#8222;Może byś się zajęła Działem Kobiety&#8221;, a ja pomyślałam-&#8221; którym działem?&#8221; Kobiety matki, żony, czy kochanki? Kobiety biznesu czy sfrustrowanej pani domu? Usatysfakcjonowanej pod każdym względem, czy zgorzkniałej z nieszczęścia, ale odpowiedzialnej, obowiązkowej, pracowitej- niewolnicy samej siebie i tej na siłę silnej. Wielu z nas trudno uwierzyć, że jesteśmy wyjątkowymi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kolega z Artelisu zaproponował mi- &#8222;Może byś się zajęła Działem Kobiety&#8221;, a ja pomyślałam-&#8221; którym działem?&#8221; Kobiety matki, żony, czy  kochanki? Kobiety biznesu czy sfrustrowanej pani domu? Usatysfakcjonowanej pod każdym względem, czy zgorzkniałej z nieszczęścia, ale odpowiedzialnej, obowiązkowej, pracowitej- niewolnicy samej siebie i tej na siłę silnej. Wielu z nas trudno uwierzyć, że jesteśmy wyjątkowymi szczęściarami, że urodziłyśmy się kobietami właśnie. I wielu na siłę nie ma sensu o tym przekonywać. Zdziwił by się ten, kto zdecydowałby się na badania dotyczące na przykład wartości seksu małżeńskiego i jego wynikami.  Jest wśród nas spora grupa kobiet, którym nikt niczego nie narzuca, a tradycyjne role pełnią z głębokiego osobistego przekonania i w zgodzie ze sobą. Są kategorycznymi tradycjonalistkami. Seks służy prokreacji, zaspokajaniu potrzeb mężczyzny zwanego mężem, w celu żeby nie chodził na boki albo do baru, bo trzeba zrobić wszystko żeby pieniądze zostały w domu. Utrzymywaniu mężczyzny pod swoim wpływem, który służy osiąganiu przez niego dóbr materialnych, aby rodzinie żyło się dobrze i na odpowiednim poziomie, a żonie i dzieciom niczego nie brakowało i tak jest dla wielu kobiet dobrze. Tak żyły i takimi wartościami kierowały się ich matki, babki i pra.  Te kobiety wcale nie chcą zmieniać swoich przekonań, słuchać głupot w rodzaju- seks to głębokie piękne, z niczym nie dające się porównać doznanie, budujące i wzmacniające więź między mężczyzną i kobietą.<br />
<span id="more-18"></span><br />
Czytać o tym jak to jest dobrze kiedy mężczyzna realizuje się w kuchni lub na tacierzyńskim. Od dawna pełniąc wymuszone przez los funkcje i role w mojej dwuosobowej rodzinie czuję się najczęściej już tylko jak przebrana za kobietę i to też rzadko. Coraz trudniej mi dotrzeć do siebie kobiety tak dużo we mnie wykonującej zawód, organizatorki, matki ze wszystkim co się z tym dziś łączy. Czy ja się więc znam na tym co kobiece, a jeśli nawet, to o czym pisać do kobiet, które nie wiedzą co to orgazm, a żyją spokojnie w przekonaniu, że przecież nie o orgazm w życiu chodzi, bo orgazmu sąsiadka czy teściowie nie widzą, a nowy samochód, dywan komplet wypoczynkowy czy lepsze odzienie tak. To kobiety, które szczęścia, spełnienia szukają w zewnętrznym świecie dobrze im z tym i nie chcą tego zmieniać . I kiedy się między nimi pojawi istota tej samej płci wrażliwa na dotyk, gest, zapach, urok, ciepło od świecy czy wiersza płynące, traktowana jest jak dziwne dziwadło. Ogół wyznacza normę. Czy warto je przekonywać, że jest inaczej. Niech każdy żyje tak jak lubi, kieruje się swoimi zasadami, nawet jeśli są odziedziczone.<br />
Wielu myśli, że już chyba,w zautomatyzowanym świecie pośród robotów do wszystkiego, nie może przemieszczać się takie zjawisko. Taka istota nie nadaje się do życia.<br />
Dla wielu z nas dziś, kobietą być nie brzmi dumnie, dla wielu znów brzmi tak dumnie, że trudno z nimi wytrzymać. Brak wiary w siebie wypchnięty został przez amerykański model zakładający, że jesteś super nawet jeśli nie jesteś, że możesz  mieć wszystko i wszystkich, nawet jeśli nie powinnaś. Szczególny brak równowagi i umiaru  charakterystyczny dla naszego narodu znalazł dla siebie upust po wielu latach trwania w przekonaniu o braku wartości wszelkich.  No i można przeginać w drugą stronę.<br />
Przychodzimy na świat z wieloma darami, są wśród nich: czułość, dobroć, mnóstwo talentów, powodzenie. Ale my często koncentrujemy się jakby na klątwie złej wróżki. Marzymy o czymś, ale brakuje nam cierpliwości, konsekwencji, odwagi. Los daje nam po drodze różne szanse, ale my ich nie zauważamy, idziemy przez życie z zamkniętymi oczami, a jeśli je otwieramy to w nieodpowiednich momentach. Z tym, że przebudzenie zawsze jest dobry czas, bardzo ważne tylko wtedy, nie oglądać się wstecz, bo to może podciąć skrzydła.<br />
-Ja to Wam zazdroszczę- powiedział Jan Nowicki do prowadzącej Pauliny Młynarskiej, w jednym z ostatnich programów z cyklu MĘSKI PUNKT WIDZENIA. –Takie jesteście teraz fajne, wspaniałe, wy kobiety, silne, mądre ,zaradne, niezależne, piękne, szczęśliwe-. Kobiety zawsze były wspaniałe Panie Janie tylko Pan i panu podobni mężczyźni tego nie zauważali, ten piękny widok przesłaniało Wam Wasze wybujałe ego.<br />
Na rynku wydawniczym mnóstwo jest gazet dla kobiet o kobietach. Tylko ,że mam wrażenie, że kobietami w Polsce są tylko aktorki, piosenkarki dziennikarki, prowadzący programy telewizyjne. O podawanie rozwiązań i sposobów codziennych problemów pytane są kobiece gwiazdy. A gwiazdy nie żyją tak jak- kobiety codzienne, a przecież wspaniałe.<br />
 W każdej z nas jest magiczne miejsce, każda wie coś o czym być może nie wiedzą inne. Dzielmy się tym jak kiedyś kobiety w wielopokoleniowych rodzinach, czy to jest przepis na ciasto czy na zrozumienie smutku po narodzinach z radością oczekiwanego dziecka. Brakuje nam bliskości, mądrości i zrozumienia innych kobiet babć, matek sióstr, wymiany odczuć i doświadczeń.<br />
 Będziemy dla Ciebie pisać, będziemy czekać na Twoje pytania, rady i odpowiedzi na pytania innych kobiet. Będziemy szukać rozwiązań dla Twoich problemów nie pytając kim jesteś i skąd przychodzisz. Ważne, żeby mieć dla siebie czas i cenną bo opartą na szacunku i zaufaniu uwagę.</p>
<p>KAsza</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kat.oridea.net/?feed=rss2&amp;p=18</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
