Buffo nada
Bufffo nada
Komu się nada ta bufonada, na którą naraziłam się korzystając z zaproszenia przyjaciela do teatru Studio Buffo na spektakl METRO? Przyjęłam zaproszenie, więc sama jestem sobie winna. Z szacunku do musicalu o tej samej nazwie, oglądanego przeze mnie 18 lat temu nazwę piszę z dużej litery. Tytuł identyczny, ale czy mnie zmieniło się spojrzenie na sztukę, czy wymagania moje wzrosły, nie wiem. W każdym razie to nie to samo i daleko temu do tego co zobaczyłam i w czym miałam jedyną i niepowtarzalną okazję uczestniczyć wtedy, tak że utkwiło mi w pamięci do dziś. Na stronie internetowej Studio Buffo jest napisane- ”Najlepszy teatr muzyczny stolicy”, jeśli to co obejrzałam w minioną sobotę jest najwyższego poziomu, to boję się pomyśleć jak wygląda poziom najgorszy. Dalej na stronie www przeczytać można, że świat się zmienia, padają mury i granice i, że teatr też się zmienia. Każdy niby może to sobie sam przeczytać, ja jednak przytaczam to tu, bo nie mogę oprzeć się potrzebie i nie zadać pytania, czemu ten konkretny przypadek jest wg mnie dowodem na to, że teatr zmienia się na gorsze. Dobrze, że kilka tygodni temu obejrzałam spektakl w teatrze SABAT Małgorzaty Potockiej, pozwala to mieć nadzieję, że nie jest tak całkiem źle na tym polu. Nie chcę nikogo zniechęcać, uważam jednak, że wymagania odbiorców mają prawo i powinny rosnąć, szczególnie jeśli dotyczą spektaklu tej miary jakiej było METRO, którego premiera odbyła się na Brodwayu, a polska prapremiera w Teatrze Dramatycznym dokładnie w styczniu 1991 roku odniosła ogromny sukces. Miałam niecałe 20 lat w na deskach szczecińskigo Amfiteatru przez dwie godziny królował taniec i śpiew, jakiego rzeczywiście nie widział dotąd polski teatr. Pisano- „Kultowe wydarzenie teatralne”, – „ Wielkie osiągnięcie polskiej kultury”, i tak mogło by być do dziś, ale okazuje się, że udało się to schrzanić.
Dziś jak dawniej, na scenie, króluje młodość, pasja i entuzjazm. Piękni, młodzi i niewątpliwie uzdolnieni ludzie z nieodłącznymi młodości marzeniami o powodzeniu, sukcesie i scenicznej karierze tańczą i śpiewają, bardzo się starają. Tylko, że wrażenie odniosłam takie jakby ktoś te ich marzenia i zapał z nich wynikający wykorzystywał, nie dając w zamian tego co im się przed wejściem na profesjonalną scenę należy. Jakby zabrakło mistrza, który powinien poświęcić czas i uwagę na należytą ilość prób i szlifowania każdego, ważnego bo składającego się na całość szczegółu. Młodzi nie muszą robić wrażenia debiutanów, w tym przypadku nie powinni, a ja odniosłam wrażenie jakby ktoś im powiedział- Macie okazję wystąpić w METRZE, w tym METRZE cieszcie się, doceńcie i… radźcie sobie sami. I radzili sobie, jak mogli Za to w przerwie można było usłyszeć zaproszenie samego mistrza… do bufetu i teatralnego sklepiku. Dla takich jak ja, przybyłych z Nowego Sącza(miasto na południu Polski, ale nie w górach, nie mylić z Podhalem) emigrantów ze Szczecina, albo rodowitych małomieszczuchów, niebywałą atrakcją może być szmaciany ekran na prawej ścianie widowni, na którym wyświetlany jest w trakcie spektaklu obraz pędzącego metra. Tak się domyślam, że metra, bo pociągi w Polsce przemieszczają się z prędkością średnio o 55/h na godzinę, a ten mknie jak oszalały, aż świszcze. Tak, że jak dla widza na scenie nie dzieje się coś godnego jego uwagi, może sobie, w cenie biletu na kawałek świata w postaci pędzącego pociągu popatrzeć.
Czy na mój odbiór METRA wpływ miała droga do Warszawy, nie sądzę, chociaż ona też łączyła się ze wspomnieniami z dawnych lat. Z Nowego Sącza do Krakowa dojechaliśmy samochodem, gdzie na życzenie przyjaciela, który nie korzystał z polskich kolei przez prawie piętnaście ostatnich lat, przesiedliśmy się na pociąg. Za ok. 150pln w tą i nazad przejechaliśmy się expresem relacji Przemyśl- Gdynia. Opóźniony 30 minut z nie całkiem sprawną lokomotywą, nie domykającymi się oknami, grubą warstwą zapieczonego brudu na podłogach korytarzy i przedziałów, moczem po kostki w toalecie sprawił ogromną radość mojemu przyjacielowi. Mnie zaś prawie zapomnianą, dawną ulgę, że w ogóle się toczy połączoną z nadzieją, że w końcu dojedziemy do celu. Ale cel nie okazał się tego wart. I tak jak w pociągu lubię posiedzieć, tak METRO na które się wybrałam wolałabym oklaskiwać na stojąco.
Naliczyłam na scenie 25 młodych pięknych występujących postaci. Jeśli na jeden ze spektakli bilety wykupi cała ich „klasa”+ rodzina, przyjaciele rodziny i znajomi to…, a potem można którąś z nich wymienić na młodszy model, nawet trzeba bo przecież bohaterowie METRA to ludzie młodzi i… naiwni .
Ile można zarobić na przepięknym, robiącym wrażenie entuzjazmie młodych, zdolnych ludzi ???
Strzykam jadem ? Może troszkę.
KaT
Luty 2nd, 2010Topic: Uncategorized Tags: None

Najnowsze komentarze