KaT Land


W mozaice dnia

Wcale nie na końcu świata

Dom Małgosi w Sopatowcu nie jest na końcu świata, a na internetowej stronie znaleźć można dokładną informację jak tam trafić. Za Starym Sączem trzeba się kierować na skrzyżowanie w Gołkowicach, tam skręcić w lewo i znów w lewo na Prehybę. Jadę zgodnie z instrukcją, jestem coraz wyżej, a widoki na pokonuję ponad 90 stopniowy zakręt, droga jest coraz trudniejsza, samochód coraz słabiej sobie radzi, muszę zwolnić. W końcu zostawiam samochód w lesie i wydeptaną ścieżką idę dalej. Dotrzeć nie jest łatwo, ale jak się okazuje, warto.
Nie jestem pierwsza, od dziesięciu lat przyjeżdżają tu ludzie z różnych miejsc w Polsce i nie tylko. Przyjeżdżają w trudnych momentach życia, przed lub po podjęciu ważnych decyzji, albo po prostu, żeby odpocząć w innej niż ich codzienna rzeczywistości. Tu można sobie przypomnieć, że od zawsze związani jesteśmy z naturą, nie kosi się tu trawy, nie ma przyciętych iglaków, równiutkiego trawniczka. Las stoi obok, natura ma tu swobodę, swobodę mają i ludzie. Goście Małgosi uczestniczą w organizowanych w jej domu spotkaniach z jogą, tańcami flamenco, pracy z ciałem metodą Feldenkraisa, pracy z głosem, czy nauki gotowania. Dobrze jest wypić herbatę, pobyć z innymi, pogadać. Jest tyle miejsca i przestrzeni, że kto chce może pobyć sam, sięgnąć po którąś z książek z ogromnego księgozbioru, zanurzyć się w fotelu. Pewnie dlatego wracają, na kolejne zajęcia. Kiedyś chłopska zagroda jakich w okolicy wiele, dziś czeka na gości. Na zajęcia i ćwiczenia przeznaczona jest przystosowana do tego celu stodoła. Ostatnio zespół projektu Karpaty Magiczne w stodole w Sopatowcu nagrał muzykę do płyty, 48 godzin grania i efekt, który przerósł oczekiwania muzyków. Sopatowiec, okazał się najlepszym miejscem do realizacji tego zamierzenia. W najbliższy weekend odbędzie się druga edycja kameralnego festiwalu filmowego.
Małgosia Kacner nie uważa się za specjalistkę od uzdrawiania, po prostu jest w jej domu atmosfera szczególna, w której odczuwa się równowagę i harmonię, o której coraz trudniej w dzisiejszych czasach. W takim miejscu, odciętym jakby od świata można poukładać się ze sobą i z codzienną miejską rzeczywistością.
Drobniutka gospodyni urodziła się i wychowała w drugim końcu Polski, w Stargardzie blisko Szczecina, w Krakowie studiowała filozofię. Chciała sprzedawać gorącą wodę na ulicy w Pekinie, prowadziła restaurację i marzyła o życiu w domu na odludziu. Dziesięć lat temu udało się. Kiedy zamieszkała w Sopatowcu jej szesnastoletni dziś syn Mikołaj, szedł do zerówki, dziś są z nią jeszcze ośmioletnia Nineczka i pięcioletni Ignacy.Mówi, że od zawsze jadała w dużym towarzystwie, dziś oprócz najbliższej rodziny przy stole na werandzie zasiada często nawet ponad trzydzieści osób.
Małgosia gotuje swoim gościom, robi to zgodnie z chińską zasadą Pięciu Przemian: drzewa, ognia, ziemi, metalu i wody. Poszczególne składniki wrzuca do garnka ściśle według ustalonej kolejności, bo kolejność łączenia jest tu bardzo ważna. Gotuje tak od lat swoim bliskim, bo jej zdaniem to mądry sposób codziennego regulowania i harmonizowania połączonych ze sobą nierozerwalnie, psychiki ze zdrowiem fizycznym, zapobiega chorobom, wzmacnia poszczególne narządy, zwiększa odporność organizmu, kiedy trzeba pomaga w leczeniu. Drobniutka, ale daje radę nagotować, nakarmić każdego dnia nawet ponad 50 osób. Zawsze ktoś z uczestników pomoże obrać warzywa, pozmywa, pozamiata, robi się wtedy jeszcze bardziej rodzinnie. Zimą czasem trzeba trochę odkopać drogę, odśnieżyć stary drewniany dom. Nie zniechęca to chyba jednak bo są chętni na spędzenie czasu w Sopatowcu najbliższego Sylwestra, a szykują się na tą okazję między innymi etno-botaniczne opowieści, zajęcia twórcze i sylwestrowe wejście na Prehybę.
Marzenie Małgosi o życiu na odludziu nie spełniło się jakby, bo do Sopatowca spragnionych spokoju przyjeżdża coraz więcej.
KaT

Luty 18th, 2010
Topic: Uncategorized Tags: None

≡ Leave a Reply