O wyższości sądeckich obwarzanków nad krakowskimi
Sądeckie obwarzanki są lepsze od krakowskich po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że są sądeckie.
„Dziś nie zjem, nie kupię i nie zjem, nie!!! Jak sobie postanowiłam tak zrobię, nie kupię i nie będę dziś jadła obwarzanka”.
- Poproszę jednego z solą- I tak się kończy każdego dnia, oprócz sobót i niedziel. Nie żeby mi się śniły po nocach, ale jak już jestem blisko rynku, deptaku albo na Alejach to okazuje się, że mam słabą- silną wolę.
Circinellos- jego nazwa łacińska mówi o krągłości kształtów, polska-obwarzanek już dokładnie dotyczy warzenia, czyli gotowania, obwarzania w tym przypadku ciasta.
Ważny ten obwarzanek jest chyba bardzo, skoro znajduje się w herbie cechu piekarzy, a ten powstał na przełomie XIII i XIV wieku i obwarzanek jest w nim od początku.
W XIII wieku wyrobem obwarzanków w Krakowie zajmował się nie byle kto i wiodło mu się bardzo dobrze. Ma obwarzanek swoją historię.
W roku 1409 król Władysława Jagiełło zamówił dla swoich żołnierzy, którzy mieli zmierzyć się z Zakonem Krzyżackim 16 wozów precelków krakowskich jako suchy prowiant. A precelki to nic innego jak ususzone obwarzanki. W 1496 roku Jan Olbracht wydał piekarzom krakowskim przywilej na którego mocy pieczywo białe, w tym także obwarzanki mogli piec i sprzedawać tylko oni. Kraków był wtedy jedynym miastem gdzie można było kupić obwarzanki. Łaskawy okazał się dopiero Jan III Sobieski, bo zezwolił na pieczenie ich piekarzom spoza krakowskich murów. To jeszcze jeden dowód na to, że był władcą wyjątkowym.
Z historycznych zapisów wynika, że pierwsze kramy do sprzedaży pieczywa stanęły na krakowskim Rynku ponad 750 lat temu na mocy aktu lokacyjnego Krakowa wydanego przez księcia Bolesława Wstydliwego.
A w Nowym Sączu?
W Nowym Sączu kramy z obwarzankami stoją od 16 lat, można powiedzieć, że dopiero wtedy sądecczanin, pan Andrzej Mordarski skorzystał z przywileju nadanego przez Jana Sobieskiego. Trochę to trwało, ale jak mówią lepiej późno niż wcale.
Naliczyłam ich w Nowym Sączu 13, stoją w różnych miejscach, na rynku, deptaku, w alejach, przy dworcu- niewielkie, zgrabne kramiki z parasolkami.
Pani Sabina stoi przy tym na rogu deptaku i ulicy Kościuszki, obwarzanki sprzedaje od siedmiu lat, z tego trzy lata sprzedawała je przy Centrum Handlowym.
- Jadła pani kiedyś Krakowskie obwarzanki ?- pytam Panią Sabinę
- Jadłam, do Centrum Handlowego przywozili krakowskie obwarzanki, ludzie kupowali je, próbowali, a potem przychodzili do mnie i pytali czy ja sprzedaję te same. Musiałam spróbować, inne były niż nasze, sądeckie, takie waciane w środku, jak te dzisiejsze bułeczki. Klienci mówili, że nie są takie sycące i lekkostrawne jak nasze.
Sądeckie obwarzanki są lepsze od krakowskich po pierwsze i przede wszystkim dlatego, że są sądeckie. W składzie receptury krakowskich jest część mąki żytniej, sądeckie pieczone są tylko z mąki pszennej, dlatego są lekkie i mają delikatesowy smak.
Moc obwarzanka tkwi w wielowiekowej tradycji i specyficznej, tajemniczej recepturze.
Pan Andrzej Mordarski za żadne skarby przepisu nam nie poda, nie znają jej także ci, którzy je sprzedają.
-Pszenna mąka, drożdże, sól, woda i…różne dodatki- Nie ma co liczyć na więcej informacji, nie wyciągnie się ich z pana Andrzeja żadną, znaną mi siłą. Maszyna robi z ciasta długi rulon, plecione są już ręcznie, każdy osobno. Posypane makiem, solą, kminkiem lub sezamem ostatnio także żółtym serem, trafiają do pieca specjalnie dla nich skonstruowanego przez Andrzeja Mordarskiego. Wychodzą z pieca, jedna blade, inne lekko, mocniej lub całkiem mocno przyrumienione. –Klienci nauczyli nas, że mają prawo wyboru-mówi pan Andrzej-to robimy tak, aby ten wybór mieli.
-Ludzie w Krakowie kupują bo naszych nie próbowali i nie wiedzą co dobre- żartuje pani Sabina- po za tym do naszych mają daleko.
Sprzedawcami obwarzanków są ludzie starsi. Czy można się dorobić na sprzedawaniu obwarzanków w Sączu?
Pani Sabina dorabia w ten sposób do emerytury, stoi przy „swoich” obwarzankach osiem godzin dziennie, bez względu na pogodę. Każdego dnia zaczyna o ósmej.
- Byłam kierownikiem na budowie to zimno i niepogoda mi nie przeszkadzają. Dzieci chciałam wykształcić, więc wzięłam się do roboty- tłumaczy nam pani Sabina- po za tym lubię tu pracować, lubię sprzedawać obwarzanki, ale majątku na tym nie zrobię.
Z klientami mało rozmawia, podchodzą wybierają, płacą i odchodzą.
- Wszyscy się spieszą, pędzą gdzieś- mówi Pani Sabina- ale zdanie, dwa zamieni się zawsze przy okazji, no i uprzejmości się wymienia, bo o klienta trzeba dbać, słowem zachęcić, to wróci. Są i stali klienci na przykład z Dziennika Polskiego-dodaje z uśmiechem.
O tym, że o klienta trzeba dbać wie dobrze Andrzej Mordarski. Na to, że dziś dziennie obwarzanków „schodzi” w Sączu od 1500 do 3000 tysięcy on i jego pracownicy pracowali szesnaście lat. Takie obwarzanki chociaż są pieczywem, to jak mówią -„chleb nie lekki”.
Jak jest bardzo zimno, albo latem wyjątkowy upał sprzedaje się ich mniej. Obwarzanki żeby się dobrze sprzedawały muszą być świeże i chrupiące, nie da się ich napiec na przykład w nocy na cały dzień. Trzeba je piec na bieżąco i jak najszybciej dostarczyć sprzedawcom. Przy produkcji zatrudnione są cztery osoby.
Jakiś czas temu strach był, że obwarzanki znikną z Sącza. Władzom nie podobały się podobno kramiki, mówili, że są obskurne i szpecą ulice miasta. Miały się komponować z architekturą Nowego Sącza, pan Andrzej przedstawił więc w magistracie kilka projektów, wybrano ten, który jemu samemu najmniej się podobał, ten według jego opinii najlepszy, kompetentni i decyzyjni odrzucili i tak zostało.
Producent obwarzanków i jednocześnie właściciel sieci ich sprzedaży część kramików wymienił już na nowe do końca roku wymieni wszystkie. Mieszkańcy Sącza i goście, którzy tu przyjeżdżają dalej będą mogli cieszyć się wyjątkowym smakiem sądeckich obwarzanków.
No i sądecki obwarzanek ma już swoją historię.
KaT
Topic: Uncategorized Tags: None

Luty 20th, 2010 at 10:23 am
hmmm…uwielbiam ciemnego obwarzanka krakowskiego…stety/niestety..
PYCHOTKA
oby ten pikantny smak dojechał do sącza